• News
  • Powiat
  • Położenie
  • Starosta i Zarząd Powiatu
  • Starosta Inowrocławski
  • Historia
  • Symbole
  • Zakres działalności
  • Drogi powiatowe
  • Projekty rządowe
  • Projekty europejskie
  • Dostępne konkursy/programy
  • Rada powiatu
  • Skład Rady Powiatu
  • Komisje
  • Sesje
  • Transmisje video z sesji
  • Protokoły
  • Młodzieżowa Rada Powiatu
  • Gminy
  • Gmina Janikowo
  • Gmina Dąbrowa Biskupia
  • Gmina Gniewkowo
  • Gmina Kruszwica
  • Gmina Inowrocław
  • Gmina Pakość
  • Gmina Rojewo
  • Gmina Miasto Inowrocław
  • Gmina Złotniki Kujawskie
  • Ciekawy Powiat
  • Dawny Powiat Inowrocławski
  • Piękny Powiat Inowrocławski
  • Turystyczny Powiat Inowrocławski
  • Powiatowe Muzeum
  • Oddział Powiatowego Muzeum – Dom Rodziny Jana Kasprowicza
  • Kontakt
  • Dane teleadresowe
  • Wydziały
  • Wydarzenia 2024
  • Styczeń
  • Luty
  • Marzec
  • Kwiecień
  • Maj
  • Czerwiec
  • ROK GENERAŁA SIKORSKIEGO
  • Aktualności
  • Z życia Generała
  • Galerie
  • Listy lotniczego korespondenta
  • Konkursy
  • Dokumenty
  • Dwór w Parchaniu
  • Filmy
  • 

    Ćwierć wieku Stanisława Przybyszewskiego

    dział: Kultura i Historia / dodano: 07 - 06 - 2024

    Berlin, bohema, kobiety, kłamstwa, muzyka, muzy, wzniosłe ideały, przyziemne problemy…  25. rok życia Stanisława Przybyszewskiego jawi się niczym trailer filmu opowiadającego całą jego burzliwą historię. Kariera pisarza za chwilę nabierze szalonego rozpędu. Życie osobiste nosi już piętno tragicznych kombinacji i komplikacji, które zrosną się z jego wizerunkiem na zawsze.   

    Marzec 1893 r. Północna, robotnicza dzielnica Berlina, skromny pokoik przy Wöhlerstrasse 14. Nieopodal we wspólnej kuchni bulgocze na ogniu prosta zupa, pod sufitem kołyszą się dziecięce pieluchy. Przybyszewski w biegu przysiada na chwilę przy zabałaganionym stole i kreśli szybko kilka słów na ozdobnym bilecie.

    Być może tak powstał, przechowywany dziś w zbiorach Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu drobny (8,5 x 11,5 cm), ale znaczący zabytek –– mały karnecik z wypukłą grafiką przedstawiającą bukiet goździków, wśród których wkomponowano owalne portrety Marksa i Engelsa. To laurka dla Marianny Przybyszewskiej, żony Antoniego, brata Stanisława.

    Na odwrocie czytamy: „Kochanej bratowej naszej w dniu Jej imienin składają swe najserdeczniejsze życzenia Stachu Marta i Boleś Przybyszewscy dnia 25. III. 93"

    Szczęśliwa rodzina? Tylko na papierze. To jedyny znany dokument, w którym Przybyszewski objął Martę Foerder swym nazwiskiem. Boleś na nazwisko ojca czekać będzie wiele lat. Urodzone po nim siostry nie doczekają tego nigdy.

    Stanisław Przybyszewski za półtora miesiąca skończy 25 lat. Od ponad roku jest redaktorem „Gazety Robotniczej”. O studiach medycznych już nie myśli, angażuje się w działalność polityczną i społeczną, pisze płomienne artykuły skierowane przeciw klerowi na Śląsku oraz ziemiaństwu w Wielkopolsce. Praca ta daje mu satysfakcję.

    „Czuć się kierownikiem ruchu kilkotysięcznego zastępu robotników to daje poczucie panowania siły i potęgi. Pracować nad zniszczeniem tak niesłychanej potęgi, jaką jest obecny ustrój społeczny, słyszeć, jak się to wszystko chwieje, skrzypi, łamie, to rozkosz nieskończona” – wspomina.

    Praca ta daje mu też pewną stabilizację finansową. Mieszka jednak kątem u brata Antoniego i jego żony, którzy, dobrze życząc Stachowi i jego nieślubnej rodzinie, oddali mu do dyspozycji jeden ze swoich pokoi.

    Dwa lata wcześniej, w dniu imienin Stacha, Marta Foerder, jego była uczennica z Wągrówca, odwiedziła go w znacznie skromniejszym, studenckim lokum. Przyszła z powinszowaniami i butelką wina. Została na zawsze. Dziewięć miesięcy później urodził się Boleś.

    „Poznałem ją jako bardzo prostą, wyraźnie zabiedzoną młodą niewiastę, która nie odznaczała się ani urodą, ani inteligencją, lecz budziła sympatię przez swoje przywiązanie i swoją potulną cierpliwość” – opisuje Franz Servaes.

    Z potulną cierpliwością Marta czekała na opamiętanie Stacha i zalegalizowanie ich związku, a kiedy zrozumiała, że nie ma już na to nadziei, wybrała samobójstwo.

    Niespokojny duch Stacha nigdy nie należał do niej, teraz jednak coraz rzadziej powracał pod dach wypełniony krzykiem kolejnych niemowląt.

    Marzec 1893. Centrum Berlina, lokal przy wylocie Wilhelmstrasse w aleję Pod Lipami. Nad wejściem do niepozornej winiarni kołysze się „czarny prosiak”, a wewnątrz trwa artystyczna orgia duchowa – od czasu, gdy August Strindberg zaczął w niej przesiadywać, „po szóstej popołudniu nie można było 10 centymetrów miejsca znaleźć, tak była przepełniona”. Strindberg przewodził dyskusji, Przybyszewski „szopenizował” język niemiecki w płomiennych przemowach lub hipnotyzował zebranych grą na pianinie. Tego wieczoru oprócz stałych bywalców – Holgera Drachmanna, Edvarda Muncha, Richarda Dehmela, Carla Ludwiga Schleicha i innych – w towarzystwie pojawił się ktoś nowy. Przyprowadzona przez Muncha piękna Norweżka, Dagny Juel.

    „Była kobietą wprost oszałamiającą, w której zakochiwali się wszyscy mężczyźni i którą uwielbiały wszystkie kobiety. Była wysoka i szczupła, przy tym wężowato gibka, nosiła włosy luźno sfalowane, pnące się dokoła skroni i policzków, słowem, była w pewnym znaczeniu prototypem najbardziej uwielbianego rodzaju kobiety nowoczesnej. Coś rusałkowato-płynnego biło od niej wtenczas, coś fantastycznie magicznego, co widzów wprost czarowało. Również intelektualnie była na poziomie, zupełnie „modern” w każdym calu” – wspominano.

    Tracili dla niej głowę i Strindberg, i Munch, i Schleich. Ona wybrała „genialnego Polaka”. Ochrzcił ją Duchą i wołał w listach: „Ducha, Ducha, kochaj mnie – och kochaj mnie. Ty nie wiesz, ty wyobrazić sobie nie możesz, ile dla mnie znaczysz. Natura tego rodzaju, co moja, istnieje tylko w Tobie, bo Ty jesteś absolutnie najwyższym i najgłębszym moim ideałem, Ty jesteś tym, czym ja jestem, czymś piękniejszym i arystokratyczniejszym”.

    Ciąg dalszy opowieści o 25-letnim Stanisławie Przybyszewskim w kolejnym numerze Przeglądu.   

    Artykuł ukazał się w Przeglądzie Powiatu, Miast i Gmin 7 czerwca 2024 r.